sobota, 30 marca 2013
Rozdział I [Na tafli]
Języki ognia miło "podgrzewają" mi skórę. Niechętnie otwieram oczy. Jest zimno, chociaż jest już... sama nie wiem... marzec? Wyciągam z kieszeni mały kalendarzyk i sprawdzam.
Boję się, że zapomnę, jak nazywają się miesiące.
Gwiżdżę cicho i czekam. Z głębi jaskini wyłania się mój koń: wyrwany z paszczy wilków, i leczony przez długi czas kasztan, któremu nadałam imię Spartan. Podchodzi do mnie i trąca przyjacielsko pyskiem.
Szybko wsiadam na wierzchowca, i popędzam go. Nie mam siodła ani ogłowia, prowizorycznymi wodzami jest sznur, który znalazłam gdzieś w głębi lasu.
Galopujemy przez wzgórza, a że jest zimno, to obydwoje zdecydowanie wolelibyśmy zostać w grocie, w której rozpalilibyśmy ogień, okryli kocami i siedzieli tak do nadejścia ciepłego lata. Niestety-musimy coś jeść. A w szczególności ja. Dla konia mam niezłe zapasy: przez całe lato zbierałam siano, żeby przez zimę miał co poskubać. Wygląda całkiem dobrze, często kopie w ziemi, ale wraz ze stadem musiał jakoś sobie radzić. Ja jednak nie mam tak dużych szans na przetrwanie, spożywając sianko. Nie należy do najsmaczniejszych, ale w sytuacjach kryzysowych zjadałam i to.
W końcu docieramy do polany. Dostrzegam spokojnego bażanta, śpiącego na gałęzi. Chwytam spory kamyk i naciągam go na procę.
Bam! Bażant spada, a ja rzucam się i chwytam go. Jest zdezorientowany. Robię, co trzeba, i pakuję go to torby. Po raz pierwszy od miesiąca będę mogła najeść się do syta. Spartan jak zwykle rozgrzebuje zmarzniętą ziemię i wącha ją z nadzieją, że wyrośnie tam naprawdę wielka marchewka czy coś, co mógłby zjeść i nie dostać kolki.
Wsiadam i znów oddalam się od "jadłodajni". Gdy dojeżdżamy na miejsce, patroszę ptaka i sporządzam, na swój własny, pokręcony sposób. Ma pyszne, chude, białe mięso. Resztki zawijam w papier i wkładam do torby.
Wracam. Bez sensu jest siedzenie w grocie, a ponadto chce mi się pić. Chwytam butelkę. Przegoniłam już Spartana, więc pójdę na piechotę.
Po półgodzinnej wędrówce docieram do jeziora. Pokryte jest cienką warstwą lodu. Pochylam się i naciskam na lód. Przez mały przerębel dobieram się do wody i nabieram trochę do butelki. Cieszę się, że nie mam tak daleko do groty.
W tle słyszę dźwięk, jaki wydaje łamana gałązka. Odwracam się gwałtownie i schylam, wygrzebując spod butów spory kamyk, tak asekuracyjnie.
Trzask! Kolejny raz. Tym razem jestem pewna, że nie jest to ani zwierzę, ani ja. Nie chodzę po lesie depcząc gałęzie, już kiedyś na nie się nadziałam, więc dziękuję.
Pomiędzy gałęziami miga niebieski mundur. Mam nadzieję, że mnie nie zauważył.
Jedno z ciemnych oczu strażnika pada prosto na mnie.
Cóż, widocznie zauważył.
-Mam ją!- krzyczy. Odcięli mi drogę ucieczki, jaką była ścieżka, jedyna sensowna droga. Zamknęli mnie. Nie mam wyboru. W kilku potężnych susach dopadam pokrywy lodowej. Umiem rozpoznawać, gdzie lód jest cienki, a gdzie grubszy. Posuwam się ostrożnie, patrząc pod nogi. Na chwilę unoszę wzrok.
Cudownie, właśnie stoję na samym środku jeziora, z każdej strony otoczonym strażnikami. Jest ich co najmniej pięćdziesięciu. Ubrani są w służbowe mundury, trzymają broń wycelowaną prosto we mnie.
Moją uwagę zwraca chłopak, który zbliża się do mnie, krocząc pewnie po lodzie. Również posiada karabin, ale jest o wiele młodszy od nich wszystkich. Nie ma munduru. Uśmiecha się bezczelnie.
Unoszę ręce.
-Strzelajcie!-krzyczę na całe gardło. Chcę, żeby mnie słyszeli.- Wolę zginąć, niż wylądować w więzieniu ponownie.
Widać, że moje oświadczenie ich dezorientuje.
-Dalej!- zachęcam ich. Zwracam się bezpośrednio do chłoptasia przede mną.- Strzelaj- syczę.- Spraw sobie tą przyjemność.
W jego szarych oczach dostrzegam wahanie.
-Dalej!- drę się przeraźliwie- Zabijcie mnie i miejcie to z głowy!
Rozlega się strzał. Pewnie ostrzegawczy, ale to wystarcza, żeby chłopak stojący przede mną cofnął się do tyłu. I to jest jego największy błąd.
W zwolnionym tempie patrzę, jak lód pod nami zmienia się w pajęczynkę. I pęka.
W ostatniej chwili uskakuję w tył.
Chłopak upada, rozchlapuje wodę. Uderza głową o spory kamień, wystający spod idealnie gładkiej chwilę temu tafli. Znika pod wodą. Jego strzelba tonie wraz z nim.
W ostatniej chwili wpadam na pewien pomysł.
Strażnicy rzucają się mu na pomoc, lód się kruszy i osoba po osobie wpadają do lodowatej wody. Idioci!
We wszechobecnym chaosie wyciągam strzelbę i chłoptasia. To dość żmudne i męczące. Nie chce współpracować. Musiał nieźle się poobijać, znam dno tego jeziora i wiem, jakie niespodzianki tam czyhają.
Przykładam strzelbę do jego skroni.
-Współpracuj- warczę.
Ciągnę przez jezioro do brzegu. Rozlegają się strzały.
-Seth!- słyszę krzyk mojego starego przyjaciela, generała. -Synu!
Aha, więc złapałam syna głównego przewodniczącego Ruchu Przeciwko Florence.
Ciągnę chłopaka i gwiżdżę przenikliwie. Wątpię, żeby Spartan usłyszał. Muszę znaleźć jakąś kryjówkę.
Omiatam wzrokiem teren i widzę małą jaskinię w zboczu góry, w której znajduje się moja stała kryjówka.
Jaskinia jest położona nisko, ok. 200 m. od mojego aktualnego miejsca pobytu.
Wlokę chłopaka do groty, co jest dość trudne. Nie przywykłam do noszenia takich ciężarów, chociaż mam przecież świetną kondycję.
Chwilę potem przytulam się do chłodnej skały, co chwila patrząc na Setha, czy... jak mu tam na imię. Oddycha, jego skroń jest cała we krwi, ale na razie nie pomogę mu w żaden sposób, nawet gdybym chciała. -Szukajcie jej!
-Gdzie ona jest?!
-Jak mogliście ją zgubić?
Ostatni raz spoglądam na chłopaka i rozglądam się w poszukiwaniu pistoletu. Chwytam go i odblokowuję magazynek.
-No to się pobawimy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Wciągające opowiadanie...Bardzo ciekawe i fajne.Gratuluje pomysłowości.Fajnie się czyta.Już nie mogę się doczekać dalszego ciągu...xd
OdpowiedzUsuńŚWIETNE *_*
OdpowiedzUsuńno bez kitu, wciągające ;3 ;D pisz dalej. ;p
OdpowiedzUsuńSuper :)
OdpowiedzUsuńCałkiem fajne :] Masz tu parę literówek. I niby to jest opowiadanie, ale przecież ma rozdziały, co występuje jedynie w powieściach. Tak tylko zwracam uwagę. A powieśc poinna miec nieco obfitsze rozdziały, barwne w opisy i wgl. Zapraszam: chodnikiem-wszystkiego.blogspot.com
OdpowiedzUsuńświetny szablon naprawdę<3
OdpowiedzUsuńprzeczytałam cały rozdział i to naprawdę wciagające opowiadanie aż chce się czytać dalej... szczególnie zakończenie jest takie tajemnicze<3
lubie takie blogi-przeczytam resztę w wolnym czasie ^w^
wpadnij do mnie >>>
oczami-astorii.blogspot.com
Fajne :)
OdpowiedzUsuń