Tony. Tony, Tony, Tony. Dlaczego mu to zrobili? Byłam świadkiem. Ja widziałam to wszystko na własne oczy: każdą sekundę i ból na jego twarzy. Dlaczego?
-Opuść broń- warczy. Mruży niebezpiecznie oczy. Opuszczam łuk niżej. Po chwili rzucam go na podłogę.
-Zdejmij kołczan.
Posłusznie zdejmuję go. Spoglądam ukradkiem na spokojnego Setha. Nagle zamieram. W tylnej kieszeni czuję coś ostrego.
Nóż. Ukryty w pochwie spoczywający w kieszeni. Niewielki. Zawszę go noszę. Zwykle po to, by uciąć jakąś roślinkę czy też by pomóc sobie w polowaniu.
Wyjmuję ostrze i ostrożnie zaciskam palce na rękojeści.
-Połóż.
Kładę. Unoszę wzrok na sekundę: to wystarcza, by nóż wyleciał z mojej dłoni i trafił w pistolet Tony'ego. Broń wylatuje mu z ręki, ale on błyskawicznie strzela do mnie z drugiego egzemplarza. Robię szybki unik i wtedy reaguje Seth: szybko postrzela go w rękę. Patrzy na mnie.
-Idź do piwnic. Znajdziesz.
-Po co?
-Musimy wysadzić budynek. Na dole są butle z łatwopalnym gazem. Wysadzisz je strzałami zapalającymi.
-A ty?
Zaciska usta.
-Mam coś do zrobienia.-słychać krzyk.-Idź.
Podnoszę łuk i nóż, kołczan znów kojąco zwisa na moim ramieniu. Biorę pistolet. Wybiegam z pomieszczenia i mijam rozemocjonowanych ludzi. Za mną rozlegają się strzały, ale nie wracam. Nie mogę.
Wielkie drzwi z napisem "Nie wchodzić!" mówią same za siebie. Pędzę po schodach w dół potykając się lekko, ale jest to warte tego, co widzę.
Co najmniej kilkaset butli z nieznaną mi substancją stoi na podłodze. Wszystkie mają szczelnie zakręcone kurki. Zauważam jednak jeszcze coś.
W ścianie znajduje się coś jak radio, z czerwoną lampeczką niebezpiecznie migającą nad mikrofonem. Bez trudu włączam urządzenie i robię coś, czego po sobie nigdy nie spodziewałabym się.
-Wszyscy, którzy chcą żyć, niech się stąd wynoszą.-mówię i rzucam mikrofon. Biegnę do jednego z pojemników i szarpię, próbując go otworzyć, niestety bezskutecznie. Wyjmuję zza pasa spluwę i naciskam spust.
Gaz sprawia, że kręci mi się w głowie, ale szybko odzyskuję zdolność trzeźwego myślenia i oddalam się ponownie na schody. Wyjmuję jedną ze strzał i oglądam ją. Niewielki guziczek głosi napis: BURN. Gdy tylko dotykam palcem to miejsca, grot automatycznie płonie żywym ogniem. Nie spudłuj, Flo, tylko nie spudłuj.
Jestem nieodpowiedzialna? Jestem. Ostrzegłam ludzi? Tak. Dałam im czas? Jak najbardziej.
Więc nie mam już nic do stracenia.
Strzelam i kieruję się na górę, nawet nie patrząc, czy udało mi się, czy nie. To nie ma znaczenia-słyszę wybuch.
Podłoga zapada się, a ogień liże sufit. Wywołałam reakcję łańcuchową, czy tego chciałam, czy nie. Biegnę przed siebie na oślep.
Dym zaczyna być uciążliwy, a budynek płonie, jakby zrobiony był z papieru. Wygina się pod naporem śmiercionośnych płomieni. Otwieram kolejne drzwi i brnę na oślep przed siebie. Wtedy zdaję sobie sprawę z sytuacji.
Ślepy zaułek.
Rozglądam się po opuszczonym biurze. Szukam miejsca, którędy mogłabym uciec. I wtedy go widzę.
Okno. W suficie jest okno.
Nie mam pojęcia, jak się tam dostać.
Rozglądam się po pokoju, szukając jakiejś przydatnej rzeczy, która naprawdę mogłaby być pomocna w takiej sytuacji. Nie mam wielkiego wyboru. Zamykam drzwi i posuwam biurko, a potem stawiam na nie krzesło. Sufit nie jest wysoko. Przez chwilę mocuję się z klamką, ale po chwili udaje mi się i otwieram je. Drzwi stanęły w płomieniach.
Nagłe szarpnięcie ciągnie mnie do dołu. Podłoga się wali! Chwytam krawędzi okna. Ogień smaga mi nogi.
Łzy stają mi w oczach.
Całe szczęście, udaje mi się podciągnąć. Biegnę po dachu, nie zwracając uwagi na ludzi stojących na dole.
Drabina! Biegnę szybko, ale moja obolała noga odmawia posłuszeństwa i zsuwam się z dachu. Turlam się i wtedy to następuje.
Budynek eksploduje.
Wszyscy, którzy nie uciekli, zginęli.
Dostaję w głowę odłamkiem drewna.
Uciekam czym prędzej. W stronę lasu.
Modląc się, by Seth przeżył.
Wbiegam wśród drzewa. Słyszę przyjazne rżenie.
Wzdycham. Spartan mnie znalazł. Wskakuję na jego grzbiet i kieruję się do chaty. Po drodze zabijam bażanta moim nowym łukiem.
Gdy uchylam drzwi, wiem, że jest coś nie tak. Wbiegam do salonu. Kartka. Zapisana. Słowa zlewają się w jedno.
"Wiem, że będziesz mnie szukać. Nie rób tego. Prawdopodobnie jestem martwy. Florence, ukryj się gdzieś, i nie pokazuj. Żyj, jak żyłaś. Zrobiłem to, co do mnie należało. Nie bój się. Wszystko jest OK.
Seth"
Jeżeli myślał, że będzie dobrze, to był największym idiotą.
A jeżeli, że nie będę go szukać, to jest jeszcze większym debilem.
A jeżeli sądził, że będę się bać, to tym bardziej wątpię, czy jest tą osobą, którą poznałam.
Podoba mi się ogólnie treść i forma, tylko ten dtuk jest prawie niewidoczny, może jednak daj większą czcionkę i kontrast...
OdpowiedzUsuń