piątek, 7 czerwca 2013
Rozdział XI [Palczatka]
Hej :) Na bloogu zachodzą drobne zmiany ;) Jak widać, na górze jest odtwarzacz muzyki, którą UWIELBIAM, więc polecam wszystkim czytelnikom słuchać ją w trakcie czytania :) Na resztę cierpliwie czekajcie :)
Seeane.
***
-Jesteś szalona, wiesz?- słowa wychodzą z ust Caine'a, a ja się wściekam.
-Nie jestem szalona.
Spogląda na mnie.
-Jasne-mówi, przewracając oczami.- Najpierw grozisz mi łukiem i nożami, a potem idziesz ze mną, nie odzywasz się i udajesz, że wszystko jest w porządku.
Staję.
-Sądzisz, że... że ja...-brakuje mi słów.
-Tak, właśnie. Dodać jeszcze pytanie, które zadałaś mi gdy o mały włos nie rozstrzeliłaś mnie żywcem...-uśmiecha się- Nie mam pojęcia, kim jesteś, ani dlaczego miałbym cię szukać.
Mam nadzieję, że naprawdę tego nie wie.
-Masz zaburzenia psychiczne-ciągnie.-Mój ojciec pracował w psychiatryku.
A mnie to interesuje.
-Lepiej mi powiedz, gdzie znajdę Setha-burczę.
-Skąd właściwie go znasz?
Co powiedzieć?
-Tak jakby miałam do załatwienia parę interesów z jego ojcem. Czyli przez przypadek-odwracam głowę. Niby nie jestem zakłopotana, ale zwykle nerwowość w moim głosie, które uaktywnia się w momentach gdy robię coś głupiego, mówi wszystko.
-Miałaś interesy ze starym Merlinem? Szczerze współczuję.
Ja też sobie współczuję.
Idziemy przed siebie, a on ciągle nadaje. Takiej gaduły nie poznałam jeszcze nigdy. Kilka minut później, gdzieś w oddali, słyszę krzyk.
Niczym zwierzę gotowe do ucieczki naprężam wszystkie mięśnie i gwałtownie wyprostowuję się. Mam wrażenie, że strzygę uszami.
Zauważam dość szybko, nie jest to właściwie skomplikowane.
Przy drzewie widzę klęczącą dziewczynę. Jest odwrócona tyłem, więc nie widzę twarzy, ale bez problemu zauważam jej kruczoczarne włosy, poruszane przez wiatr. Ma czarny sweter i ciężkie buty. Nigdy nie widziałam jej w tych okolicach, ale Caine chyba tak. Podchodzi do dziewczyny z troską w oczach i łapie ją za ramię. Obraca delikatnie, a wtedy widzę jej twarz. Jest pełna bruzd i blizn. Mimo wszystko, ma ładne, duże piwne oczy.
-Crystal?
Dziewczyna drga i unosi głowę wyżej. Widok Caine'a chyba trochę ją uspokoił. Otrzepuje uda i wstaje.
-Caine? Co ty tu robisz?
Dziewczyna nie zwraca uwagi na mnie. Jest to dość krępujące.
-Szukam Setha. Dwie godziny temu wróciłem z Chin, ale matki nie było w domu. Poszedłem do niego, ale go też nie zastałem, więc pomyślałem, że może być gdzieś w lesie, w końcu lubi te okolice.
Lubi?!
-Naprawdę?- na pokiereszowanej twarzy Crystal pojawia się coś na kształt uśmiechu. Zauważa również mnie: w jej oczach ukazuje się błysk ekscytacji. Otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale nie robi tego. Caine łapie ją za rękę, a ja wtedy widzę to, czego być może nie powinnam zobaczyć.
Dłoń Crystal również jest cała głęboko poryta. Jednak nie to jest najgorsze.
Jej palce.
U normalnego, zdrowego człowieka palców u rąk jest dziesięć. Gorzej, gdy jest ich tylko połowa.
Crystal u lewej ma 3, a u prawej dwa . U każdej dłoni ucięto środkowe i jego sąsiadów, pozostawiając raptem małego i kciuka ( u lewej również wskazujący).
-Crystal, co się stało?
Dziewczyna uśmiecha się złośliwie.
-Zdrada stanu-Caine mruży oczy-Ale ktoś taki jak ty tego nie zrozumie.-Spogląda na mnie.- Ty zrozumiesz.
Caine przewraca oczami.
-Jakim cudem ona ma zrozumieć?
Crystal rzuca głową i unosi brwi.
-Więc nie wiesz, że twoją towarzyszką jest panna Florence?
Wzruszam ramionami.
-Nie wie.
Wszystko dociera do niego powoli. Rozgląda się, a potem zdaje sprawę z faktu.
Tak, to ja.
Florence.
-Jeżeli mogę, chciałabym przyłączyć się do twojej wędrówki-cedzi Crystal, stając naprzeciwko mnie.-Wiem, jak się czujesz. Mnie potraktowano tak samo.
Rozważam wszystkie za i przeciw.
-Buntowniczka, hę?
-Tak.
Tymczasem Caine sięga do pasa. Wiem, co się kroi.
Wyciągam nóż, ale tym razem Crystal jest pierwsza. Wyciąga mały scyzoryk i kieruje jego ostrze prosto w lufę pistoletu.
-Caine, nie postrzelasz sobie dzisiaj. Nie tu. Sorry, ale nic nie zrobiłyśmy.-przekręca ostrze. Rozlega się nieprzyjemne szczęknięcie.
Lubię ją.
-Wiesz, gdzie może być Seth?-pytam. Wygląda na bystrą, butną i zdeterminowaną.
-Jasne, że tak. Przestudiowałam całe twoje życie, są o nim nawet programy w telewizji. Na żadnym jednak nie ma twojej twarzy.
-Nie lubię się pokazywać.
-Co do Setha-kontynuuje, wyciągając scyzoryk i kopiąc bezużyteczną, upuszczoną na ziemię broń.-Za wasz napad na Zakład raczej nikt nie wymierzy mu lekkiej kary. Ponadto, z tego co wiem, Merlin się dowiedział.
Czyli przeżył. Dobre źródło informacji z tej Crystal.
-I gdzie go trzyma?-wyjmuję z kołczanu strzałę i głaszczę ją po ostro zakończonym grocie.
-Niedaleko stąd. Wieczorna Warta, słyszałaś?
Kręcę głową. Caine opiera się o drzewo, ramiona ma skrzyżowane na piersiach.
-Komu w drogę, temu czas-mówię i uśmiecham się szeroko. Caine mruczy coś pod nosem, ale idzie za nami. Nie rozumiem jego logiki, ale w gruncie rzeczy, to całkiem dobrze. Jeżeli nas nie zastrzelił, to wszystko jest w porządku.
Zdaję sobie sprawę, że po raz pierwszy, znalazłam towarzyszkę. Prawdopodobnie tak samo przebiegłą jak ja.
I prawdopodobnie: tak samo skrzywdzoną.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
no,no pisz dalej ;) http://kolorowozakreceni.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń