-Florence? Co ci się stało?! -panika kryjąca się w oczach Crystal totalnie mnie zaskoczyła. Co ją tak przestraszyło?
Reflektując się w odpowiednim momencie, przesłaniam czoło dłonią. Całkiem zapomniałam o ranie na środku czoła. Zwiększona odporność na ból widocznie nie zawsze mi służy.
-Podziękujmy Penny- mruczę. Crystal prawdopodobnie nie wie, kim jest Penny ani co narobiła.
Instynktownie szukam wzrokiem Setha (przewrażliwienie), jednak nigdzie go nie ma. Zdejmuję więc łuk wraz z kołczanem, i kładę go przy schodkach. Sama zaś siadam na kłodzie i rozglądam się za bażantem, którego przed moją krótką, acz pełną niespodzianek i negatywnych wrażeń wycieczką, własnoręcznie upolowałam. Smakowicie wyglądające udko jest nadziane na jeden z krótszych patyków, więc, nie zwracając uwagi na smak, pochłaniam je szybko.
Przez cały czas czuję na sobie świdrujące spojrzenie Crystal.
-Poszedł obudzić Caine'a.-mówi znienacka, opierając się o jedno z pobliskich drzew.
Łał, laska potrafi czytać mi w myślach.
Gdy tylko stwierdzam, że się najadłam, bezceremonialnie wkraczam do chaty, szukając chłopaków. Nie trwa to długo, bo doprowadza mnie do nich dźwięk czegoś, co właśnie się rozbijało.
Stoję w drzwiach i tylko patrzę. Co więcej mogę zrobić, podczas gdy Seth obija blondynkowi twarzyczkę?
By dojść do siebie potrzebuję kilku sekund, to jednak wystarcza, by Seth z całej siły rąbnął Caine'a gdzieś w twarz, a on oddał mu z równą nienawiścią.
-CZY WAS TOTALNIE POGRZAŁO?-wrzeszczę. Obydwaj stają jak wryci, niczym posągi. Na twarzy blondynka widzę szok, a na Sethowej: nie jestem w stanie określić.
-Mordy wam się zachciało sobie poobijać?! Proszę bardzo, ale jeżeli narobicie mi przez to problemów, to będzie z wami źle!-podchodzę do Setha i chwytam go za ramię.-Jak dzieci!-fukam i ciągnę go za sobą. On za nic w świecie nie chce się ruszyć.
Kątem oka dostrzegam Crystal, która to samo szybciutko powtarza, tym razem na Caine'ie.
-Idziemy-warczę, ale to na nic. Mimowolnie porównuję go ze Spartanem, który gdy coś widział (lub uroił sobie, że coś widział), coś, co go niepokoiło, stawał i gapił się w miejsce, w którym ten obiekt się znajdował.
Jak i Seth.
Lekarstwo było tylko jedno.
Mój nadgarstek mimowolnie rozluźnia się, a palce lekko usztywniają, gdy tylko stykają się z dziwnie lodowatym Sethowym policzkiem. Siła uderzenia jest jednak wystarczająca, bo teraz patrzy na mnie niechętnie, krzywiąc się z bólu.
-Już jesteś? Cudownie-irytuję się.-Więc może z łaskie swojej ruszusz się i wytłumaczysz mi, dlaczego tłuczesz mojego komputeromana, i dlaczego mój komputeroman tłucze ciebie?
***
Nigdy nie widziałam Setha tak porozbijanego, nawet jeśli los nie dał mi takiej sznansy.
Nie chciał się tłumaczyć w pokoju, tak oto wyciągnęłam go z niego i, uczepiona jego łokcia niczym małpka, holowałam go przez dobry kilometr.
W końcu dotarłam tam ,gdzie chciałam. Nie było to miejsce wyjątkowe. W tym miejscu bowiem rzeka rozszerzała się i spadała w dół, po stromym, na oko 20-25 metrowym zboczu.
W Sanossie było więcej takich miejsc, ale mi to wystarczało.
-Powiedział, że zostaje. Za to.
Ach, więc wszystko rozumiem... Nie, jednak nie.
-I za to obiłeś mu pysk?!
Wzdycha.
-A co miałem zrobić? Grzecznie siedzieć i patrzyć, jak będzie sobie spokojnie umierał?
Co? O czym on w ogóle mówi?
-Jakie umieranie?-przejeżdżam sobie dłońmi po twarzy. Z nim się nie da.
Wzdycha 2x.
-No proszę cię. Myślisz, że którekolwiek oprócz ciebie oczywiście wyjdzie żywe z tej farsy?
-Nie zastanawiałam się nad tym...-mruczę. Spoglądam w górę.- Opowiem ci pewną historię. Kiedyś, jak miałam z siedem lat, mama zabroniła mi mieć kota. To było chore: tak strasznie chciałam go mieć... Pewnie mówiłam ci, że chciałam wtedy leczyć zwierzęta...-wspominanie tego jest całkiem przyjemne.- Pewnego dnia znalazłam malutkiego, rudego kotka na ulicy. Nie obchodziło mnie, czy ma właściciela czy też nie. Po prostu go wzięłam. Kupowałam mu karmę, bawiłam się z nim. A mama tego nie zauważyła.-niebo jest takie błękitne.
-I co z tego?
Wzruszam ramionami.
-Nie zabierzesz nikomu wolnej woli.
Podchodzę do zbocza, i rozkładam ręce. Nie wiem, co mnie do tego skłania, ale zaczynam się śmiać.
"Leć, leć na skrzydłach wolności".
I poleciałam.
***
-Co ci strzeliło do głowy?-jestem cała mokra, ale co mi tam. Raz się żyje.
Ale Seth się wścieka.
-Dramatyzujesz.-stwierdzam. Wstaję, dalej będąca pod wpływem mojego prywatnego narkotyku, jakim jest wolność.-Robiłam tak mnóstwo razy.
Czas Setha się chyba zatrzymał, bo zamienił się w posąg.
-To ty nie chciałaś się zabić?
Wybałuszam oczy.
-O czym ty bredzisz?- chłostana przez wodę, wypełzam ze strumienia, by usiąść na brzegu i wysuszyć się.
Jednak moje oczy wyłapują coś więcej, niż żwir i kamienie.
Przy drzewach, ok.100 m. ode mnie, ktoś stoi. Zbliża się powoli, ale jestem w stanie ocenić bez problemu jej płeć.
To dziewczyna.
Z każdym jej długim krokiem widzę coraz wyraźniej jej długie, sięgające do pasa włosy w dziwnym, mleczno-orzechowym kolorze, białą bluzkę z krótkim rękawem i dżinsowe szorty. Na nogach ma zapewne adidasy, albo coś w ten sęk, widok nie jest dostatecznie dobry.
Faktem jest, że nie wzięłam broni. Ani noża, ani czekanu, NIC. Odwracam się do Setha, ale uspokaja mnie to, że ma siłę w rękach: to, jak pięknie przerobił dziś Caine'ową facjatę jest tego wystarczającym dowodem.
Dziewczyna zbliża się, a gdy stoi już jakieś trzy metry ode mnie, zauważam bijącą od niej pewność siebie. Wyglądająca na arogancką ignorantkę, przerzuca sobie włosy przez ramię. Jest niższa ode mnie, ale na jej przykładzie widać, że wzrost to nie wszystko.
-Ech.-wydyma usta w śmieszny sposób. Rzuca piwnymi oczami po terenie. -Ruce zachciało się pobiegać.
Bez namysłu rzucam:
-Kim do diabła jest Ruka?
Dziewczyna wybucha perlistym, ale i w pewnym sensie szaleńczym śmiechem. W jej oku dostrzegam niebezpieczny błysk.
-Ruka jest mną. Cóż, gorszą częścią mnie. Słabszą. Ja jestem tą fajniejszą- wypina dumnie pierś.-Na imię mi Neko.
Seth zrównuje się ze mną.
-Wtrącę się. Dlaczego, do jasnej c*****y powiedziałaś, że jest was dwie?
Jednak moje oczy wyłapują coś więcej, niż żwir i kamienie.
Przy drzewach, ok.100 m. ode mnie, ktoś stoi. Zbliża się powoli, ale jestem w stanie ocenić bez problemu jej płeć.
To dziewczyna.
Z każdym jej długim krokiem widzę coraz wyraźniej jej długie, sięgające do pasa włosy w dziwnym, mleczno-orzechowym kolorze, białą bluzkę z krótkim rękawem i dżinsowe szorty. Na nogach ma zapewne adidasy, albo coś w ten sęk, widok nie jest dostatecznie dobry.
Faktem jest, że nie wzięłam broni. Ani noża, ani czekanu, NIC. Odwracam się do Setha, ale uspokaja mnie to, że ma siłę w rękach: to, jak pięknie przerobił dziś Caine'ową facjatę jest tego wystarczającym dowodem.
Dziewczyna zbliża się, a gdy stoi już jakieś trzy metry ode mnie, zauważam bijącą od niej pewność siebie. Wyglądająca na arogancką ignorantkę, przerzuca sobie włosy przez ramię. Jest niższa ode mnie, ale na jej przykładzie widać, że wzrost to nie wszystko.
-Ech.-wydyma usta w śmieszny sposób. Rzuca piwnymi oczami po terenie. -Ruce zachciało się pobiegać.
Bez namysłu rzucam:
-Kim do diabła jest Ruka?
Dziewczyna wybucha perlistym, ale i w pewnym sensie szaleńczym śmiechem. W jej oku dostrzegam niebezpieczny błysk.
-Ruka jest mną. Cóż, gorszą częścią mnie. Słabszą. Ja jestem tą fajniejszą- wypina dumnie pierś.-Na imię mi Neko.
Seth zrównuje się ze mną.
-Wtrącę się. Dlaczego, do jasnej c*****y powiedziałaś, że jest was dwie?
Ruka/Neko wygląda na zdziwioną.
-Razem tworzymy dziewczynę, która na imię ma Rune. Ona tak nas nazwała. Raz jestem ja, raz Ruka. A czasem Rune. Kiedyś ta ostatnia była aktywna przez większość czasu, ale po ostatnich wydarzeniach częściej włączam się ja.
Co? Spoglądam na Setha, który wygląda, jakby coś kumał.
-Ach...-kręci szyją. Wskazuje na dziewczynę.- Rozdwojenie jaźni. Albo raczej roztrojenie.
RuNe ponownie obdarza nas nieszczerym uśmiechem.
-Dokładnie. Ale wyczuwam u was dziwną złość na mnie...- wysuwa dolną wargę, niczym małe dziecko.-Jeżeli uderzycie mnie w głowę, włączy się Ruka, a tego nie chcemy. Więc... to ja będę musiała.
Nagle, nie wiadomo skąd, ktoś o kruczoczarnych włosach czymś podobnym do kowadła uderza ją w głowę.
Co się tu dzieje?
-No to raczej już nas nie pokrzywdzisz.-Crystal jest zasapana, ale i zaniepokojona. Patrzy mi w oczy.- Strażnicy... Przyszli do nas. Przyszli do chaty.
Super książka,ale kiedy będzie kolejny rozdział...?
OdpowiedzUsuń