Patrząc na tą dziwną, głupawo wyglądającą, niezrównoważoną psychicznie grupę, zastanawiam się, czy mój plan ma jakiekolwiek szanse na powiedzenie.
Wątpię.
-Jak chcesz-mówi Seth. Podnosi Rune, i, nawet nie udając, że jest delikatny, przerzuca ją sobie przez ramię. Caine jest zobojętniały totalnie; Crystal zachowuje pokerową twarz.
No to w drogę.
-Czy ktoś z was wie, w którą stronę do miasta?
-Przecież nie tak dawno tam byliśmy.
Naprawdę?
Moje poczucie czasu umarło.
-Wydaje mi się, że nie możemy wrócić w okolice chaty.-stwierdza Caine. Cóż za geniusz.
Tak szczerze, cholernie dużo czasu straciłam, więc, zanim Rune się obudzi mam nadzieję dojść do miasta.
Ruszam w stronę przeciwną do wodospadu, a oni idą za mną.
Obstawa jednak nie jest taka zła.
Seth, z wiszącą mu na ramieniu psycholką, zrównuje się ze mną.
-Masz zamiar ją położyć na ulicy?
Zastanawiam się chwilę.
-Mniej więcej.
Seth wyciąga kciuk.
-Świetnie.
Idziemy, w bezpiecznym odstępie od Crystal i Caine'a, którzy nadają jak nakręceni.
W gruncie rzeczy, to nawet urocze.
A co mam zrobić z nimi?
Pewnie i tak już są ścigani.
Zastanawiam się, czy mają jakiekolwiek pojęcie o życiu w dziczy, i o prawach, jakie tu rządzą. Jestem święcie przekonana, że Crystal da radę: Caine, jako spec od elektroniki, nie koniecznie. Nie sugeruję, że jego warunki fizyczne nie pozwalają mu na sprawne używanie broni czy tego typu rzeczy; jeżeli ktoś myśli, że jest on chucherkiem, to myli się i to bardzo. Wbrew powszechnej opinii, jest ładnie umięśniony.
Chyba.
-Dawno nie widziałam umięśnionych facetów-mruczę.
Seth staje. Unosi brwi.
-No chyba nie myślisz, że masz mięśnie-prowokacja? Troszeczkę. Lubię się droczyć z tym idiotą.
Ale on robi coś, czego zdecydowanie nie oczekuję.
Seth kładzie swój "tobołek" na ziemi, po czym jednym ruchem zdejmuje mokrą koszulę.Obserwuję jego brzuch ze zdziwieniem, ponieważ to coś, czego nie oczekiwałam: chłopak ma naprawdę niezły sześciopak.
Niespodziewanie, przygważdża mnie do jednego z drzew- dłonie kładzie na korze.
-No. I widzisz.
Chyba zaraz się roztopię.
Olśniewające kreatury są wszędzie.
Każę mu się ogarnąć i próbuję wymazać tę okropną akcję z mej pamięci. Nigdy, przenigdy więcej.
Na dobrą sprawę, zastanawiam się, jak wyglądam po tych wszystkich akcjach. Nigdy nie należałam do tych pięknych, cudownych i ociekających czymś błyszczącym dziewczyn.
Byłam szara.
Jak moje oczy.
Nie pamiętam, żeby mi to szczególnie przeszkadzało.
Ale teraz? Mogę się założyć, że moja twarz wygląda, jakby ktoś ją pociął- wielka szrama na czole (kocham cię, Penny), plus tysiące małych, drobnych ranek. Rana postrzałowa, która właściwie już dawno się zagoiła.
Masakra.
Po dość długim czasie wychodzimy z lasu, i widzimy Sanossę.
To piękne (podobno) miasto.
Ja widzę tu tylko dym, szare, wysokie budynki, mnóstwo ulic, ludzi.
Wszystko oczywiście z góry.
Nie czułabym się bezpiecznie na dole.
Wzdycham. Jak niby mamy odłożyć dziewczynę niepostrzeżenie?
-Sturlajmy ją z tego zbocza-propozycja Crystal.
-Weźmy ją ze sobą- propozycja Caine'a. (nie do przyjęcia!!!)
-Jak myślicie, pozna mnie tam ktoś?
Na moje pytanie odwracają się wszyscy.
-Sądzę, że tak.
Seth prycha.
-OCZYWIŚCIE, że tak. Kamery zarejestrowały twoją twarz, jesteś najbardziej rozpoznawalną osobą w kraju.
Zastanawiam się chwilę.
-Idziemy na miasto. A raczej po skarb.- tu zwracam się do Setha.- Gdy tylko Rune zostanie odłożona, odzyskamy diamenty.
Seth kiwa głową.
A ja wysoko unoszę podbródek.
Tym razem.
Tym razem, nie będę uciekać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz