środa, 8 maja 2013
Rozdział VII [Wędrówka]
Tak, tak! To już siódma część opowiadania, w którym śledzicie losy dwójki specyficznych osób: Setha i Florence. Cieszę się, że jest coraz więcej osób, które odwiedzają, komentują... Ten rozdział będzie dość krótki, ale wątpię, że będzie chciało wam się czytać dłuższe :) A już w kolejnym... Para włamie się do banku diamentów, będzie ciekawie! I... Hm, powiedzmy, że stanie się coś dość nieoczekiwanego :) Seeane
***
Świta, więc kulejąc kieruję się na dwór i siadam na progu. Cieszę się świeżym powietrzem, wsłuchuję się w śpiew ptaków i szum bystrej rzeki. Seth jeszcze śpi. Gdybym była inną osobą, pewnie nie dziwiłabym mu się zbytnio, jestem jednak Florence i... no, jest jak jest.
Przez ostatni czas wyjaśniliśmy sobie z Sethem parę spraw. Podczas gdy ja zwykle siedziałam na szafach czy oparciach fotelów, on opowiadał mi, co wydarzyło się gdy mnie postrzelono. A więc, gdy tylko zapadł mrok (oczywiście w moich oczach), Seth nie miał wiele czasu do namysłu, więc wziął mnie na ręce i chciał zanieść do domu. Nie wyszło mu to zbyt, bowiem Penny dogoniła go. Nawet nie wiesz, jaka była zszokowana, powiedział. Wcale się jej nie dziwiłam, w końcu to Seth, syn najważniejszej osoby w całej służbie więziennej Sanossy. A jednak to właśnie on postanowił pomóc największemu wrogowi tej organizacji.
Gdy ta mała żmija go dogoniła, dała mu w twarz, a że miała długie paznokcie, to było... no, powiedzmy, że nie najlepiej. Cóż, Seth jej oddał, ale to nie było już tak spektakularne, bo Penny zatoczyła się i upadła. Jill został gdzieś daleko w tyle, a przecież nie mogła nas znaleźć. Las jest ogromny.
Seth doniósł mnie, ułożył na kanapie i poszedł na polowanie.
Przynajmniej taka jest jego wersja wydarzeń.
Przez kilka dni po moim przebudzeniu po raz pierwszy się śmiałam, i to szczerze. Zastanawiam się, jak ponury musiałby być człowiek, który nie wybuchłby gromkim śmiechem po zobaczeniu akcji typu "Patrz, nawet tutaj mają elektryczność" i mizerne próby podłączenia jej. Udało się to dopiero potem.
Zaufałam mu. Nie całkiem, ale na tyle, by wiedzieć, że nie zabije mnie z zimną krwią, nie pozbawi tego, co jest dla mnie najcenniejsze. Dowiedziałam się wielu rzeczy o tym, co robił mu ojciec. Ile razy podburzał go do nienawiści, ile razy dostał od niego w twarz, jak wiele momentów w życiu zmarnował na uczeniu się jak poprawnie trzymać pistolet. Jak wyglądała jego matka, jak była miła, nim odeszła od niego i generała.
Podczas tych wszystkich opowieści przyglądałam się jego twarzy, na której wypisane było to, co ja wiedziałam od dawna. On po prostu zawiódł się na najbliższych, a jego oczekiwania, dotyczące wszystkiego, co działo się na świecie, okazały się całkiem odmienne.
Z rozmyślań wyrywa mnie Spartan, który zdecydowanie domaga się jedzenia. Trąca mnie nosem bardzo energicznie, a ja zdaję sobie sprawę, że głupio się uśmiecham. Gdy tylko daję jeść koniowi, wracam na próg, a tam niespodzianka. Seth stoi z pistoletem u pasa, torbą przeciągniętą przez ramię. Ma na sobie kurtkę ze skóry (zapewne leśnika).
-Gotowa?-pyta. Kiwam głową. Chwytam łuk ze stołu w kuchni, głaskam konia na pożegnanie i wyruszamy.
Szczerze powiem, że nie mam zielonego pojęcia, gdzie mamy iść. Sądzę jednak, że mądrze będzie zignorować to, co brzęczy mi gdzieś w odpowiedzialnym zakątku mojej głowy. Jestem w końcu szalona, czyż nie?
Po dwu,trzy-godzinnym przedzieraniu się przez krzaki, odsuwaniu gałęzi i dostawaniu w twarz z liścia (dosłownie), brodzeniu po rzeczkach i brzegach jezior docieramy do ogromnego głazu. Siadam, a Seth spogląda na mnie.
-Boli?
Nie bardzo. Gorzej, że jestem głodna.
-Jestem głodna. Są tu jakieś bażanty?- pytam. Nie oczekuję odpowiedzi, bo w tym właśnie momencie niedaleko mnie przysiada jeden kolorowy pan. Moja ręka wędruje do kołczanu, zaciskam palce na prowizorycznej broni.
-Gotowe-uśmiecham się i zabieram się za patroszenie ptaka. Brudna robota zawsze przypada kobiecie.
-Nazbieram drewna.-oferuje chłopak, i znika w drzewach. Po chwili wraca z pokaźną ilością gałązek. Palimy ognisko, nie przejmując się niczym. Bażant piecze się, a po pewnym, jak zwykle zresztą nieokreślonym czasie zostaje pożarty.
Dalsza część wędrówki przebiega nam w taki sam sposób: idziemy, postój, idziemy, postój. Oczywiście nie na każdym postoju polujemy, raczej szukamy wody.
Słońce świeci pełnią swojej mocy i już po niedługim czasie jest mi strasznie gorąco w palcie. Zsuwam go z siebie i wiążę sobie jego rękawy na biodrach. Spoglądam na buty, i zastanawiam się, czy nie zdjąć również ich.
Gdy chwilę potem podnoszę wzrok, jestem maksymalnie przerażona.
Widzę to, czego tak bardzo się bałam. To, co sprawiało przez te sześć okrągłych lat, że zamierałam w bezruchu i modliłam się, by nigdy nie wróciło.
Cywilizacja.
Nie jestem dzikuską. Nie wiem, jak jest gdzie indziej. Przerażała mnie, jeżeli tak można to nazwać, specyficzna cywilizacja Sanossy. Więc powiem o niej więcej.
Obstawiam, że niewiele ludzi wie, co tak naprawdę się stało. Dlaczego zbudowano tu więzienie, dlaczego władza podchodzi bardzo rygorystycznie do wszelkich reguł.
Kilkanaście lat temu nastąpił rozłam, i nasze państwo rozłamało się na dwie części: część górną i dolną. Ponieważ część górna uważała się lepsza od dolnej, zażądali sprywatyzowania ziem. Tak oto nasze państwo stało się... dwoma oddzielnymi państwami. Część dolna, o której mówi się Ziemia Sanossy ( w skrócie ZS), posiada stolicę właśnie w naszym mieście. Gdy w ZS-ie zaczęły wybuchać zamieszki, które miały uświadomić władzom, jak wielki błąd robią, dzieląc nas, one postanowiły stłumić bunt. W stolicy stworzono więzienie, w którym za najmniejsze przewinienie i nie posłuchanie się przepisów siedziało się do końca życia.
-Słuchaj. Idziemy do tamtego budynku.- Seth wskazuje ręką na ponury budynek z kominem, nad którym kłębią się chmury czarnego dymu.-Włam. Znam wejście tylko dla personelu.
-I co dalej?-pytam.
-To proste.
-Nie sądzę.
-Dorwiemy się do mojego ojca. -mówi, zaciskając pięści.
Unoszę brwi.
-I co ci to da?
-Satysfakcję-odpowiada. Spogląda mi prosto w oczy. -Satysfakcję z faktu, że jestem od niego po prostu lepszy.
Nie dziwię mu się.
Ale po tym, co przeszłam, chyba już nic nie wprawi mnie w zdumienie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Już siódmy rozdział.Supeeeer.Gratulacje pomysłowości:)
OdpowiedzUsuńUuuu... co się stanie w kolejnym rozdziale? Nie mogę się doczekać. Czy Seth i Florence będą razem??
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana przeze mnie do do nagrody THE VERSATILE BLOGGER :)
OdpowiedzUsuńWięcej informacji na moim blogu http://historiazycia-lily.blogspot.com/
Pozdrawiam, Episkey ;*
Świetne opowiadanie! <3
OdpowiedzUsuń