***
Nie chce mi się wierzyć, że opuściłam teren lasu.
Faktem jest, że często wychodziłam poza jego granice, by wymienić bażanta czy słoik jagód za jakąś niezbędną mi rzecz.
Teraz idę za Sethem prawie jak cień. Łuk uwiera mnie w ramię, ale zastanawiam się, jak czuje się chłopak, którego pistolet waży więcej. O wiele więcej. Ponadto ciąży zapewne to, co zrobił. Nagle zatrzymujemy się.
-Wchodzisz. Kamera znajduje się w prawym górnym rogu. Jest wielka, nie przeoczysz.
-Jeśli chybię?
Uśmiecha się.
-Zamorduję cię.
Ha, jakież to zabawne. Seth uchyla mi drzwi, a ja bez wahania posyłam strzałę prosto w obiektyw kamery. Szkło rozpryskuje się na tysiące małych kawałeczków, a jeden z nich trafia mnie w dłoń, mimo że stałam dobre parę metrów dalej. Wyciągam odłamek z ręki i wycieram krew.
Dopiero teraz uświadamiam sobie, gdzie jesteśmy. Pomieszczenie jest szerokie i wysokie, a na ścianach są setki najróżniejszego rodzaju broni. Rozpatruję się w granatnikach, nowoczesnych łukach, pistoletach i strzelbach, których nigdy nie miałam okazji zobaczyć. W gruncie rzeczy, nie przeszkadzało mi to.
-Zbrojownia.-mówi Seth. Rozgląda się dookoła.-Bierz co chcesz i idziemy.
Od razu podchodzę do łuków, wiszących po lewej stronie pokoju. Chwytam jeden z nich- jest szary, z metalicznym połyskiem. Piękny. Ciężki, ale lekki jednocześnie. Biorę również kołczan za strzałami- jest ich w nim dwadzieścia cztery, a jego wnętrze obite jest futerkiem. Nie wiem, skąd biorą się takie subtelności. Patrzę na wybór Setha. Bez wahania wziął ogromny karabin, granatnik i coś, co miało dziwny kształt i ostro zakończone końcówki.
-Czekan.-mówi. Spogląda na mnie.-Grałaś kiedyś w Tomb Raider?
Zaprzeczam, ale wiem, o czym mówi. Mianowicie o Larze Croft. Tony dorzucił mi "Przewodnik przetrwania Lary Croft", z którego naprawdę wiele się dowiedziałam, między innymi jak zrobić łuk i wypatroszyć zwierzynę.
Seth ostrożnie uchyla drzwi, i przed moimi oczyma ukazuje się niesamowicie długi korytarz. Po obu jego stronach znajduje się mnóstwo drzwi, a na każdym z nich wisi mała tabliczka ze starannie wykaligrafowanym w złocie nazwiskiem i imieniem urzędującej tam osoby.
-Od czego zaczynamy?-pytam.
-Wchodzimy przez trzecie drzwi po prawej. Jeżeli ktoś tam jest, to strzelasz. Ja też. Nie pytamy, nic nie mówimy ani nie tłumaczymy. Ma być c i c h o.
Kiwam głową. Seth uchyla drzwi, a naszym oczom ukazuje się wysoki mężczyzna siedzący na ogromnym krześle obitym jakimś ciepłym materiałem. W jego oczach widzę złość, która po chwili ustępuje zaskoczeniu.
-Seth?- pyta. Jego ręka kieruje się na ogromny, czerwony przycisk.
Nie czekam, od razu strzelam. Po chwili doskakuję do biurka i wyciągam z niego taśmę, owijając nią usta, ręce i nogi faceta. Seth jest wyraźnie rozbawiony.
-Z czego się śmiejesz?-warczę.
-Myślałem, że będziesz bardziej brutalna.
-Żebyś wiedział-syczę i otwieram na rozcież kolejne drzwi. Tym razem popełniam błąd.
Włącza się alarm, a ja stoję bez ruchu całkiem ogłupiona. Co się dzieje? Nagle czuję szarpnięcie za rękaw. Przewracam się, a ludzie, którzy stoją dookoła, od razu wyjmują broń.
Więc tak będzie wyglądał mój koniec.
Słyszę strzał. Korytarz pokrywa się mgłą, nic nie widzę. Ktoś wciąga mnie do pokoju.
Seth. Jest przerażony. Jego oczy wyglądają jak czarne guziki.
-Wszystko w porządku?-pyta. Nie drze się na mnie, więc to jakiś postęp. Grzebie w torbie i daje mi dziwną maskę. -Trzymaj. Przez to będziesz widziała coś przez dym.
Wychodzę za nim, i staram się nie wsłuchiwać w krzyki obsługi. Szybko docieramy do ostatnich drzwi. Zdejmuję niewygodną maskę, Seth robi to samo. Jesteśmy w całkiem pustym pokoju. Prawie pustym- w rogu leży czarna walizka. Robi się strasznie cicho.
-To one. Diamenty.-siada i odblokowuje magazynek karabinu. -Na wszelki wypadek.-wyjaśnia. Patrzy mi prosto w oczy. -Dlaczego to zrobiłaś?-pyta. Udaję, że nie wiem, o co chodzi.
-Co?
-Nie udawaj.
Wzdycham.
-Zdenerwowałam się. Zwykle, gdy się denerwuję, wyłącza mi się w głowie przycisk trzeźwego myślenia.
Seth przewraca oczami.
-Nigdy więcej tak nie rób. Rozumiesz?
Znów mnie wkurza.
-Przecież potrafię się bronić.
-A co, gdyby nie?
-Ale potrafię, lepiej niż większość z nich.
-Ale co, gdyby nie?
-Nie wiem.-mówię. -Są rzeczy, których nigdy się nie dowiemy.
-Ale są i te, które powinniśmy wiedzieć.
Spogląda wyczekująco. Co mam mu powiedzieć?
-Bierzmy tą walizkę i wypadamy z tej dziury.
Wstaję i odwracam się plecami. Serce o mało nie wyskoczy mi klatki piersiowej. Chwytam teczkę i odwracam się. Widzę jednak tylko pistolet, wycelowany prosto w moje serce. Mężczyzna mruży niebezpiecznie oczy. Znam go, mój stary przyjaciel. Patrzę z przerażeniem, nie mam pojęcia, co mu zrobili, jak mu zrobili ani czy mu zrobili.
Tony ma mnie na celowniku.
Hahah wreszcie się doczekałam tego rozdziału.Dziękuje.
OdpowiedzUsuńCzekam na następny.
Fajny rozdział ;*
Tak, zakończenie Pamiętników Wampirów jest czymś co nie można opisać słowami delena <3
OdpowiedzUsuńI super rozdział ;)
Z niecierpliwością czekam na IX!
OdpowiedzUsuńa Tony nie umarł? ;o ;D
OdpowiedzUsuń