czwartek, 10 października 2013

Rozdział XVI [Skrót]

Mam dla was króciutki nowy rozdzialik :)

Postanawiam się wycofać bez większych cergieli. Polecam Sethowi wziąć Rune/Rukę/Neko czy jak tam jej było, i ruszyć przed siebie.
-Idziemy.
-Gdzie?-znudzony Caine po raz kolejny poprawia graty, które wręcz wysypują się z jego ramion. By mu ulżyć, chwytam łuk i płaszcz, niedbale zarzucając go na siebie.
-Cóż, do miasta.-wskazuję ręką na dziewczynę.-Nie chcę kolejnego ogona. Odłożymy ją na jakiejś ulicy, tylko poczekamy, aż się ściemni.
Świdrujące spojrzenie blondyna nie daje mi spokoju. Nikt nigdy na mnie tak nie patrzył. Tak... g ł ę b o k o... Jakby chciał coś wyczytać, ale nie wiem, co.
-Jesteś pewna?-Seth się skrzywił. Cały mokry. Pewnie nie miał ochoty iść do miasta.
-Szybciej wyschniesz.
-A co z napadem na chatę? Prawdopodobnie nic z niej nie zostanie-zauważa Crystal.-Nie chce mi się bawić w roznoszenie ich po kątach, ale sądzę, że powrót byłby dobrym wyjściem.-ma ochotę na sieczkę.
-Nie. Jeżeli zrobią tam burdel, to leśnik pozwie ich, nie nas.
-Doprawdy?-Seth krzywi się po raz kolejny.
-Nie krzyw się, bo ci tak zostanie.-fukam i z przyzwyczajenia napinam cięciwę.-Idziemy.
Robię kilka kroków do przodu.
Nie słyszę ich.
Odwracam się; spoglądając na nich, uświadamiam sobie głupią prawdę. Nienawidziłam przemocy, tylko gdy byłam mała. Potem zdałam sobie sprawę z tego, że nie da się jej wyeliminować, więc po prostu przyjęłam to do wiadomości. Bałam się jej obecności, ale musiała być...
Nie, wcale nie.
Wiedziałam, że są ludzie, których pragnienie sprawiedliwości opierało się na przemocy wobec tych sprzeciwiających się im.
W gruncie rzeczy, mieli rację.
Ciągle mają.
Widząc tą chaotyczną hordę, mam szczerą nadzieję, że to jakaś komedia.
Dziewczyna bez palców, śmieszny blondyn tykany palcem przez psychicznie chorego bruneta, a obok nich leży sobie jakaś dziwna dziewczynka z roztrojeniem jaźni.
Pech?
Cóż, chyba nie ma innego wytłumaczenia.
Mam ochotę przejechać sobie dłonią po twarzy,
MASAKRA.
Co ja z nimi pocznę? Bądźmy szczerzy, głupio będzie mi ich teraz zostawić, ale nie przywykłam do pracy w grupie. To może być wielki cios.
Najchętniej to bym uciekła daleko z tego zadupia.
Bo oni żyć mi nie dadzą.

1 komentarz:

  1. Pięknie!Super rozdział tylko szkoda że taki krótki.Masz talent i to wiesz.Czekam na następny rozdział+polecę twój blog innym :D

    OdpowiedzUsuń