***
-Jak to się stało?-pytam, nie tracąc z oczu jej dłoni. Przeraża mnie i intryguje.
Crystal staje, bierze głęboki wdech. Marszczy brwi i sama spogląda na dłonie.
-To było raptem dwa lata temu.-mówi szybko.-Pomalowałam mur przy policji.
-Farbą?
-Tak. Rodzice dowiedzieli się o tym, a dalej... no cóż, stało się jak się stało.
-Jak ci je obcięli?-pytam prosto z mostu.
-Nożem.
W jej głosie nie wyczuwam stresu, nerwowości czy może wstydu. Wyczuwam złość.
Nie wyobrażam sobie, żeby moi rodzice byli w stanie zrobić coś takiego.-Chyba mamy problem-Crystal wskazuje na Caine'a, o którego obecności prawie zapomniałam. Idzie z
głupkowatym wyrazem twarzy, jednak nie przeszkadza mi w żaden sposób. Wzruszam ramionami.
-Dajmy mu spokój.
Idziemy dalej, dalej, dalej. Nie mam pojęcia, gdzie. Wieczorna Warta- brzmi to jak bar? Restauracja? Nie mam pojęcia, ale nie chce mi się pytać. Czuję się obłożona bronią i wcale mi się to nie podoba.
-Caine, dlaczego chciałeś do nas strzelać?-rzuca Crystal, nawet nie odwracając się w jego stronę. -Bałeś się? Odczuwałeś niepokój?
Caine wygląda jednak na spokojnego.
-Nie martw się o mnie, nie jestem zbyt zdenerwowany. Zresztą... Co może mi zrobić dziewczyna bez palców?
Złośliwy uśmiech zakwitł na twarzy ciemnowłosej. Tak, jest jak sądziłam. A może nawet gorzej?
Od początku roztropna część mnie podpowiadała mi, że Crystal jest sprytna, ale i niezrównoważona. Trochę. No, może więcej niż trochę.
Całkiem sporo.
-Nie będziesz tu rządziła-mówię głośno. Crystal spogląda na mnie swoimi ciemnymi oczyma.-Możesz ze mną iść, ale ja tu ustalam zasady.
Crystal poważnieje.
-Przecież wiem-prycha.-Nie sądziłam, że weźmiesz to tak do siebie.-dodaje z pokorą.
Kiwam głową.
Po kilkunastu minutach wędrówki ścieżka się kończy- za to naprzeciw nas wyrasta, niczym spod ziemi, bunkier. Opancerzony, ogromny i wydający się przeszkodą nie do pokonania-Crystal jednak zręcznie przechodzi przez ostry płot, tak samo zresztą jak Caine. Ja jednak zaprzątam sobie głowę czymś innym.
Moje zdjęcie. Wisi na ogromnej tablicy ogłoszeń. To jeszcze zdjęcie z dzieciństwa, co prawda ruszam się na nim, ale i tak niewiele widać. Wątpię, że ktoś rozpoznałby mnie.
-Są tu kamery?-pytam. Caine rozgląda się.
-Jasne, że tak. W lewym górnym rogu.
Bezmyślnie wyciągam strzałę i nakładam ją na cięciwę. Kamerka pęka niczym jajko, upuszczone na ziemie z dwudziestu metrów.
Idę bezmyślnie za nimi: mój mózg doznał jakiegoś paraliżu. Zaczyna wiać, a temperatura znowu dostaje świra.
Z gęsią skórką wślizgam się przez tylne drzwi. Dobra, tak naprawdę nie wiem, czy są tylne. Przede mną, Crystal i Caine'm rozciąga się długi korytarz. Przypomina to bazę. Wspomnienia palą.
Dosłownie.
Zdejmuję z ramienia łuk i odblokowuję pistolet, rzucając go Crystal. Dziewczyna zaszczyca mnie uśmiechem i chwyta broń. Jestem pod wrażeniem gibkości i zręczności brunetki.
-Przytrzymaj go-rzucam i ruszam szybko przez korytarz. Wiem, że jestem blisko. Takie rzeczy czuje się przez skórę. Po drodze wysadzam jeszcze cztery kamery.
Gdy staję pod drzwiami, po plecach przemyka mi dreszcz podniecenia. Uda się. Muszę w to wierzyć. Drzwi są zakneblowane, ale jedna z moich strzał powinna załatwić to bez problemu. Nakładam jedną z nich i wybieram odpowiedni ciężar, który w moim mniemaniu będzie w stanie zniszczyć zabezpieczenia. O dziwo, idzie prosto, ponieważ drzwi już po jednym strzale wypadają z ram.
Pokój jest ogromny. Cały pomalowany na czarno, nie wpuszcza żadnego światła z zewnątrz. Po mojej lewej widzę coś w stylu ogromnego, supernowoczesnego komputera: różne kontrolki migają na niebiesko i biało. Po prawej stronie znajduje się mapa: duża, wręcz ogromna, świecąca na jaskrawe kolory: migają na niej cztery kontrolki.
Czworo ludzi.
Spoglądam prosto przed siebie.
Seth.
Gdyby tam po prostu stał, nie byłoby problemu.
Ale on wisi.
Na długim, świecącym podeście, stoi okrąg. On też jest taki... luminescencyjny? Na jego szczycie umieszczone są dwie obręcze, a w tych właśnie obręczach uwięzione są ręce Setha.
-Przyszłaś.-stwierdza z zaskoczeniem.
-Tak, przyszłam-jestem zirytowana. Słyszę tupanie i tuż za moimi plecami pojawia się Crystal z Caine'm. Seth jest wyraźnie zaskoczony ich obecnością.
-Caine?-ni to pyta, ni to stwierdza. Caine gapi się na niego z takim samym szokiem wymalowanym na twarzy.
-Crystal?
Crystal nie odpowiada. Patrzą się na siebie z takim samym przejęciem.
-Kończmy to. Czym szybciej go uwolnimy, tym lepiej-syczę.
-Nie zrobisz tego tak łatwo. System opieczętowany jest hasłami i szyframi.-mówi Seth spokojnie.-Nie złamiesz go.
-Ja tak.
Odwracam się. Caine znów krzyżuje ręce i spogląda z wyższością.
-Jeżeli złamiesz te zabezpieczenia, będę z ciebie dumna.-Crystal unosi brwi.
-Więc bądź.
Podchodzą do konsoli, a blondyn wykonuje ruchy, wpisuje komendy. Ja opieram się o ścianę i gapię na Setha z drugiego końca pokoju.
-Szybciej-mruczę.
Nagle rozlega się huk. Podskakuję. Coś wbiega do pokoju.
A raczej ktoś.
No proszę, znów to samo.
Znów ten sam człowiek.
Ile razy można?
-Jeszcze ci się nie znudziło?-pytam, unosząc łuk.
-Nie-odpowiada mechanicznym głosem Merlin.-Jeszcze nie.
Kiedy kolejny? ;(
OdpowiedzUsuń